Przeskoczyć przepaść

Jestem już dojrzały i uważam, że WIEM WSZYSTKO :)
Jednak zawsze jest COŚ nowego, co przykuwa moją uwagę.
Życie podsuwa co chwile człowieka, książkę, artykuł, film, coś na co warto poświęcić trochę czasu.

Kilka dni temu przeczytałem książkę „Przeskoczyć Przepaść”. Autor opisuje jak przejść z produktem z fazy zakupu przez „Innowatorów” do „Wczesnych Użytkowników”

Podaje przykłady jak firmy robią pomyłki i genialne produkty umierają. Błąd to NIE SŁUCHANIE – niewielkiej wprawdzie ilości GŁOSU KLIENTÓW właśnie z tej drugiej Grupy czyli Wczesnych Użytkowników.
A jednoczesne branie tylko za Słuszne głosów Prekursorów i Innowatorów, którzy chwalą produkt, bo rozumieją go bez zbędnych tłumaczeń.

Według autora kluczowe jest aby właśnie jak już produkt zaistnieje i zbierze pozytywne opinie wtedy maksymalnie uprościć przekaaz do potencjalnych klientów z tej grupy, tzn. w najprostszy możliwy sposób pokazać jak działa i co robi produkt. I tu zazwyczaj pojawia się ogromny problem.

Po tej lekturze stwierdziłem, że Multiplaner znajduje się właśnie w takim miejscu, tj. w kluczowym i krytycznym momencie.

Dlaczego tak myślę?

Między wieloma pozytywnymi opiniami dochodzą mnie również takie głosy, że „kupiłem i nie potrafię używać” – dlatego też powstały Warsztaty Multiplanowania, wielu z Użytkowników dzwoni do mnie i prosi o poradę.
Ja staram się jak mogę, tłumaczę, nakręcam filmy, piszę instrukcje jednak za bardzo znam produkt, za długo go używam i nie umiem, przekazać najważniejszych i najprostszych informacji.

Dlatego proszę Cię o pomoc!

Pomoc polega na napisaniu NAJPROSTSZEJ INSTRUKCJI JAK DZIAŁA Multiplaner.

NAJPROSTSZE możliwie przykłady, „w prostych Żołnierskich słowach”.
Słowami lub rysunkami. Na jednej kartce A4, na rysunku, schemacie, mapie myśli.

Wszystkim, którzy poświęcą swój czas i pomogą mi PRZESKOCZYĆ PRZEPAŚĆ mogę się odwdzięczyć szczerym dziękuję, jak również w postaci rabatu na edycję 2014 lub na bieżącą edycję.

A dla tych, którzy nie mają Multiplanera mam również propozycję.
Zostało mi jeszcze kilkanaście sztuk 2planerów i 3planerów formatu A4 więc przeznaczę je dla pierwszych którzy się zgłoszą. Wysyłka po waszej stronie.

Jeżeli jesteś Innowatorem i Prekursorem, to właśnie jest wyzwanie dla Ciebie!

Jeżeli nie boisz się wychodzić przed szereg, to właśnie jest wyzwanie dla Ciebie!

Jeżeli …

Zapraszam do pisania na mail rafal.mirkowski@multiplaner.pl

Pisz notatki ręcznie, żeby zapamiętywać informacje długoterminowo.

Stwierdzenie, że robienie zapisek ręcznie jest lepsze niż pisanie na komputerze, wydaje się kontrowersyjne, jednak obecnie znalazło ono potwierdzenie naukowe.
Psychologowie badający ten temat odkryli, że uczniowie, którzy piszą notatki ręcznie zapamiętują informacje pojęciowe na dłuższy czas.
Pam Mueller i Daniel Oppenheimer z Uniwersytetu Princeton, stwierdzili, że odręczne pisanie zmusza notującego do przetwarzania informacji oraz zapisywania wiedzy wyselekcjonowanej, podczas gdy użytkownicy laptopów są bardziej podatni na przepisywanie informacji dosłownie.

Oto ich badania opublikowane w Psychological Science:
Dotychczasowe badania skupiały się na umiejętności wielozadaniowego czytania przez uczniów oraz na dekoncentracji podczas używania laptopów. Obecne badania wskazują, że nawet w przypadku kiedy laptop jest wykorzystywany wyłącznie do notowania, proces uczenia się może być osłabiony, ponieważ przetwarzanie wiedzy jest wtedy bardziej powierzchowne. W trzech badaniach pokazaliśmy, że uczniowie, którzy notowali za pomocą laptopów, wypadli gorzej w pytaniach pojęciowych niż uczniowie, którzy notowali ręcznie.
Wykazaliśmy, że o ile wykonywanie notatek może być korzystne, to jednak osoby notujące za pomocą laptopów mają tendencję do przepisywania tekstów dosłownie, zamiast przetwarzania informacji i przeramowaniu ich za pomocą własnych słów, co ujemnie wpływa na naukę.

„Ostatecznie, myślą przewodnią badań jest to, że ludzie powinni być bardziej świadomi sposobu w jakim decydują się notować-w znaczeniu zarówno narzędzia jak i strategii” podsumowuje Mueller.

Tłumaczenie z lifehacker.com prze Koralinę :)

Wiadomość dla Garcii

Dlaczego każdy radziecki żołnierz podczas wojny z Japonią miał przy sobie kopię tej historii? Dlaczego Japończycy przeszukujący jeńców, kiedy znaleźli ją i przetłumaczyli natychmiat dali każdemu swojemu żołnierzowi?

A jak ty myślisz, dlaczego?

WIADOMOŚĆ DLA GARCII
Elbert Hubbard, zredagował Rafał Mirkowski

W całym amerykańskim biznesie jeden człowiek jaśnieje na horyzoncie mojej pamięci niczym Mars na perihelium.
Gdy między Hiszpanią a Stanami Zjednoczonymi wybuchła wojna, konieczna była szybsza komunikacja z przywódcą wojsk kubańskich. Garcia przebywał gdzieś w górskich twierdzach Kuby – nikt nie wiedział gdzie. Nie docierały do niego żadne listy ani wiadomości telegraficzne. Prezydent McKinley musiał nawiązać z nim współpracę, i to szybko.

Co robić!

Ktoś powiedział do prezydenta: „Jest pewien człowiek o nazwisku Rowan; jeśli ktokolwiek potrafi odnaleźć Garcię, to tylko on”.
Wezwano go i wręczono mu list z poleceniem dostarczenia Garcii. Szczegóły całej akcji są takie: Człowiek o nazwisku Rowan wziął list i szczelnie zamknął go w impregnowanej torbie, którą powiesił sobie na sercu, po czterech dniach przybił pod osłoną nocy do wybrzeży Kuby, zniknął w dżungli, a po trzech tygodniach wyszedł po drugiej stronie wyspy, przebywszy pieszo wrogi kraj, odnalazł Garcię i doręczył mu ów list. Cała reszta historii to są rzeczy, o których nie będę opowiadał.
Najważniejsze jest to: McKinley dał Rowanowi list z poleceniem doręczenia go Garcii. Rowan wziął list i nie zapytał: „A gdzie on jest?”

Na Odwiecznego! Oto człowiek, którego sylwetkę powinno się odlać w niezniszczalnym brązie, a odlew postawić w każdym amerykańskim college’u. Gdyż, to nie książka jest tym, czego potrzebują młodzi, uczący się ludzie ani instrukcje dotyczące tego czy tamtego; młodzi potrzebują solidnej konstrukcji moralnej, dzięki której będą lojalni i godni zaufania, będą działać bezzwłocznie i koncentrować całą swą energię na powierzonym zadaniu, dzięki której będą robić, co należy – „zaniosą wiadomość Garcii”.

Generał Garcia już nie żyje, ale są inni jemu podobni. Każdemu, kto kiedykolwiek usiłował zrealizować przedsięwzięcie, wymagające współpracy wielu osób, zdarzało się być niemal wstrząśniętym głupotą przeciętnego człowieka – jego brakiem zdolności lub chęci skupienia się na danej rzeczy i zrobienia jej.

Niedbała pomoc, głupia nieuwaga, podszyta abnegacją obojętność i działanie pozbawione entuzjazmu zdają się wysuwać na pierwszy plan. Nikomu nic się nie udaje, chyba że jakimiś pokrętnymi sposobami, wraz ze zmuszaniem innych do pomocy lub werbowaniem pomocników przekupstwem. Albo wtedy, jeśli Bóg w swej dobroci uczyni cud i ześle do pomocy anioła światłości.

Wyobraź sobie taką sytuację: siedzisz w swoim biurze, w zasięgu sześciu podwładnych. Wzywasz któregoś z nich i mówisz: „ Proszę zajrzeć do encyklopedii i zrobić dla mnie krótką notatkę na temat życia Correggia” .
Czy podwładny ze spokojem odpowie: „Oczywiście, proszę pana”, po czym weźmie się do roboty? Z pewnością nie. Spojrzy na ciebie niepewnym wzrokiem i zada co najmniej jedno z następujących pytań:
A co to za Corraggio?
O jaką encyklopedię chodzi?
Gdzie ona jest?
Czy należy to do moich obowiązków?
A może chodzi panu o kogoś innego?
Dlaczego Charlie tego nie zrobi?
A co nie żyje?
Mam to zrobić teraz?
A może przynieść panu tę encyklopedię i sam pan sobie przeczyta?
A w ogóle to po co panu ta notatka?

Mogę się założyć, że gdy już odpowiesz na wszystkie pytania i wyjaśnisz, jak odnaleźć pożądane informacje i dlaczego ich potrzebujesz, twój pracownik pójdzie i powie któremuś z pozostałych pięciu, by znalazł coś na temat Corregia – po czym wróci informując, że nikt taki nie figuruje [Corregio – malarz włoski]. Oczywiście mogę przegrać zakład, jednak statystycznie rzecz biorąc, raczej nie przegram. Jeśli jesteś rozsądny, nie będziesz zawracać sobie tłumaczeniem swojemu „pomocnikowi”, że Corregio jest pod „C”, a nie pod „K”, ale uroczo się uśmiechniesz i powiesz: „Nieważne”, po czym sam poszukasz. Ta niezdolność do samodzielnego działania, ta moralna głupota, niemoc woli i niechęć do zabrania się do roboty z entuzjazmem i zapałem – oto, czym karmi się czysty socjalizm. Jeśli ludzie nie będą działać dla siebie samych, co zrobią, gdy korzyść z ich wysiłku będzie dzielona na wszystkich?

Pierwszemu „pomocnikowi” wydaje się być niezbędnym a strach przed „wylaniem” trzyma takich wielu w sobotni wieczór na stanowisku. Daj ogłoszenie, że potrzebujesz stenografa, a dziewięciu na dziesięciu kandydatów nie będzie potrafiło poprawnie literować ani stawiać znaków interpunkcyjnych, na dodatek uważając, że nie jest to konieczne. Czy ktoś taki może zanieść list do Garcii?

„Widzi pan tamtego buchaltera?” – zapytał mnie brygadzista w pewnej fabryce.
„ Tak, a o co chodzi?” .
„To świetny księgowy, ale gdybym wysłał go do miasta w jakiejś sprawie, mógłby wstąpić po drodze do 4 barów a po dotarciu na Main Street zapomniałby już po co został wysłany”.
Czy takiemu człowiekowi można powierzyć zaniesienie listu do Garcii?

Ostatnio słyszy się mnóstwo chwytających za serce słów współczucia dla „uciskanych pracowników zakładów, które wyzyskują siłę roboczą”, czy dla „bezdomnych włóczęgów, szukających uczciwego zatrudnienia”, a wraz z tym mnóstwo ostrej krytyki pod adresem ludzi władzy.

Za to nic się nie mówi o pracodawcy, który przedwcześnie się starzeje, podejmując daremne wysiłki nakłonienia swoich niechlujnych podwładnych do inteligentnego wywiązania się z powierzonych im zadań, oraz długo i cierpliwie usiłując zwerbować „pomocników”, którzy tylko się obijają, gdy ten odwróci się od nich plecami. W każdym zakładzie pracy trwa nieustanny proces wymiany pracowników. Pracodawca bez przerwy odsyła „pomocników”, którzy udowodnili swą niezdolność do działania na rzecz interesów przedsiębiorstwa, a na ich miejsce przyjmuje innych. I czy dzieje się dobrze, czy źle, ta wymiana wciąż trwa; jedynie, gdy czasy są wyjątkowo ciężkie, a pracy mało, sortowanie jest bardziej kategoryczne – niekompetentni i bezwartościowi odchodzą na zawsze. Zostają zaś ci, którzy nadają się najlepiej. Własna korzyść skłania pracodawców do zatrzymania ludzi najlepszych – tych, którzy potrafią „zanieść Garcii wiadomość”.

Znam kogoś, kto naprawdę dużo potrafi, lecz nie jest w stanie poprowadzić własnej firmy, a przy tym nie nadaje się do pracy dla kogoś innego, gdyż nosi w sobie nieustanne podejrzenie, że jego pracodawca go wykorzystuje i ciemięży lub przynajmniej ma taki zamiar. Nie umie wydawać poleceń i nie chce ich przyjmować. Gdyby polecić mu zaniesienie wiadomości Garcii, prawdopodobnie odpowiedziałby: „Sam ją sobie zanieś!”.
Dziś ten człowiek włóczy się po mieście w poszukiwaniu pracy, a wiatr przewiewa na wylot jego wytarty płaszcz. Nikt, kto go zna, nieodważny się go zatrudnić, bo to zwykły podżegacz i maruder. Jest obojętny na logiczne argumenty, a jedyne co robi wrażenie, to palec wystający mu z buta.

Oczywiście, wiem, że ktoś tak wypaczony moralnie jest równie godny pożałowania, jak człowiek upośledzony fizycznie. Jednak w tym naszym użalaniu się nad ludzkim losem urońmy łzę również i nad tymi, którzy podejmują ogromne wysiłki by utrzymać na powierzchni duże przedsiębiorstwa; których godziny pracy nie są ograniczone gwizdkiem; których włosy stają się szybko siwe z powodu wiecznych zmagań z abnegacją i obojętnością, z niechlujną głupotą i bezduszną niewdzięcznością swoich pracowników; i którzy, gdyby nie owe przedsiębiorstwa, równie chodziliby głodni i bezdomni.

Przedstawiłem ten problem zbyt dosłownie być może, lecz gdy świat płacze nad nędzarzami, chciałbym wyrazić nieco współczucia dla tego, któremu się powiodło – dla człowieka, który wbrew poważnym przeciwnościom losu, kierował wysiłkami innych, a odniósłszy sukces, stwierdza, że nie ma w nim żadnego głębszego sensu: nic poza dachem nad głową i przyodziewkiem. Pracowałem za dniówkę, ale byłem też pracodawcą dla robotników i wiem, że obie strony maj coś do powiedzenia. Ubóstwo samo w sobie nie jest czymś doskonałym, a łachmany nie są niczym godnym polecenia; nie wszyscy pracodawcy są pazerni i aroganccy, tak jak nie wszyscy biedni są prawi i cnotliwi. Moje serce otwiera się na tego, kto wykonuje swoja pracę , gdy szefa nie ma w pobliżu oraz na tego, kto doręczając list do Garcii, nie zadaje żadnych idiotycznych pytań, tylko natychmiast bierze się do roboty – bez zamiaru wyrzucenia go do najbliższego kanału ściekowego, czy zajmowania się czymkolwiek innym, tylko nie dostarczeniem go adresatowi, nie „dając sobie luzu”, ani nie strajkując dla wymuszenia wyższych stawek.

Cywilizacja to jedno długie, niespokojne poszukiwanie takich osób. Wszystko, o co taki człowiek poprosi, powinno by mu dane. Jest on pożądany w każdym mieście, miasteczku i wsi – w każdym biurze, sklepie, magazynie i fabryce. Świat wypatruje go z utęsknieniem, potrzebuje go i to bardzo – człowieka, który „zaniesie wiadomość Garcii”.

WIADOMOŚĆ DLA GARCII, 1899r., Elbert Hubbard

Czy jesteś człowiekiem, który potrafi zanieć wiadomość dla Garcii?

Pozdrawiam

Rafał Mirkowski.

Message to Garcia

Dlaczego ten tekst, „Message to Garcia” miał każdy żołnierz Armii Radzieckiej podczas wojny z Japonią w 1918.? Dlaczego Japońskie dowództwo zainteresowało się nim podczas przeszukiwań jeńców? Dlaczego wydrukowali je pośpiesznie i wręczyli każdemu żołnierzowi armii japońskiej? Dlaczego? bo … ten tekst powinna znać każda przedsiębiorcza osoba, która chce osiągać cele i realizować marzenia.

Na razie w oryginale a za chwilę będzie po polsku. Polecam. Rafał Mirkowski.

IN ALL THIS CUBAN BUSINESS there is one man stands out on the horizon of my memory like Mars at perihelion. When war broke out between Spain and the United States, it was very necessary to communicate quickly with the leader of the Insurgents. Garcia was somewhere in the mountain fastnesses of Cuba—no one knew where. No mail or telegraph could reach him. The President must secure his co-operation, and quickly.

What to do!

Someone said to the President, „There is a fellow by the name of Rowan will find Garcia for you, if anybody can.”

Rowan was sent for and given a letter to be delivered to Garcia. How „the fellow by name of Rowan” took the letter, sealed it up in an oil-skin pouch, strapped it over his heart, in four days landed by night off the coast of Cuba from an open boat, disappeared into the jungle, and in three weeks came out on the other side of the Island, having traversed a hostile country on foot, and having delivered his letter to Garcia—are things I have no special desire now to tell in detail.

The point I wish to make is this: McKinley gave Rowan a letter to be delivered to Garcia; Rowan took the letter and did not ask, „Where is he at?”

By the Eternal! there is a man whose form should be cast in deathless bronze and the statue placed in every college of the land. It is not book-learning young men need, nor instruction about this or that, but a stiffening of the vertebrae which will cause them to be loyal to a trust, to act promptly, concentrate their energies: do the thing—”Carry a message to Garcia.”

General Garcia is dead now, but there are other Garcias.

No man who has endeavored to carry out an enterprise where many hands are needed, but has been well-nigh appalled at times by the imbecility of the average man—the inability or unwillingness to concentrate on a thing and do it. Slipshod assistance, foolish inattention, dowdy indifference, and half-hearted work seem the rule; and no man succeeds, unless by hook or crook or threat he forces or bribes other men to assist him; or mayhap, God in His goodness performs a miracle, and sends him an Angel of Light for an assistant.

You, reader, put this matter to a test: You are sitting now in your office—six clerks are within call. Summon any one and make this request: „Please look in the encyclopedia and make a brief memorandum for me concerning the life of Correggio.”

Will the clerk quietly say, „Yes, sir,” and go do the task?

On your life, he will not. He will look at you out of a fishy eye, and ask one or more of the following questions:

Who was he?

Which encyclopedia?

Where is the encyclopedia?

Was I hired for that?

Don’t you mean Bismarck?

What’s the matter with Charlie doing it?

Is he dead?

Is there any hurry?

Sha’n’t I bring you the book and let you look it up yourself?

What do you want to know for?

And I will lay you ten to one that after you have answered the questions, and explained how to find the information, and why you want it, the clerk will go off and get one of the other clerks to help him find Garcia—and then come back and tell you there is no such man. Of course, I may lose my bet, but according to the Law of Average I will not.

Now, if you are wise, you will not bother to explain to your „assistant” that Correggio is indexed under the C’s, not in the K’s, but you will smile very sweetly and say, „Never mind,” and go look it up yourself. And this incapacity for independent action, this moral stupidity, this infirmity of the will, this unwillingness to cheerfully catch hold and lift—these are the things that put pure Socialism so far into the future. If men will not act for themselves, what will they do when the benefit of their effort is for all?

A first mate with knotted club seems necessary; and the dread of getting „the bounce” Saturday night holds many a worker to his place. Advertise for a stenographer, and nine out of ten who apply can neither spell nor punctuate—and do not think it necessary to.

Can such a one write a letter to Garcia?

„You see that bookkeeper,” said the foreman to me in a large factory.

„Yes, what about him?”

„Well, he’s a fine accountant, but if I’d send him uptown on an errand, he might accomplish the errand all right, and on the other hand, might stop at four saloons on the way, and when he got to Main Street would forget what he had been sent for.”

Can such a man be entrusted to carry a message to Garcia?

We have recently been hearing much maudlin sympathy expressed for the „down-trodden denizens of the sweatshop” and the „homeless wanderer searching for honest employment,” and with it all often go many hard words for the men in power.

Nothing is said about the employer who grows old before his time in a vain attempt to get frowsy ne’er-do-wells to do intelligent work; and his long, patient striving after „help” that does nothing but loaf when his back is turned. In every store and factory there is a constant weeding-out process going on. The employer is constantly sending away „help” that have shown their incapacity to further the interests of the business, and others are being taken on. No matter how good times are, this sorting continues: only, if times are hard and work is scarce, this sorting is done finer—but out and forever out the incompetent and unworthy go. It is the survival of the fittest. Self-interest prompts every employer to keep the best—those who can carry a message to Garcia.

I know one man of really brilliant parts who has not the ability to manage a business of his own, and yet who is absolutely worthless to anyone else, because he carries with him constantly the insane suspicion that his employer is oppressing, or intending to oppress him. He can not give orders, and he will not receive them. Should a message be given him to take to Garcia, his answer would probably be, „Take it yourself!”

Tonight this man walks the streets looking for work, the wind whistling through his threadbare coat. No one who knows him dare employ him, for he is a regular firebrand of discontent. He is impervious to reason, and the only thing that can impress him is the toe of a thick-soled Number Nine boot.

Of course, I know that one so morally deformed is no less to be pitied than a physical cripple; but in our pitying let us drop a tear, too, for the men who are striving to carry on a great enterprise, whose working hours are not limited by the whistle, and whose hair is fast turning white through the struggle to hold the line in dowdy indifference, slipshod imbecility, and the heartless ingratitude which, but for their enterprise, would be both hungry and homeless.

Have I put the matter too strongly? Possibly I have; but when all the world has gone a-slumming I wish to speak a word of sympathy for the man who succeeds—the man who, against great odds, has directed the efforts of others, and having succeeded, finds there’s nothing in it nothing but bare board and clothes. I have carried a dinner-pail and worked for a day’s wages, and I have also been an employer of labor, and I know there is something to be said on both sides. There is no excellence, per se, in poverty; rags are no recommendation; and all employers are not rapacious and high-handed, any more than all poor men are virtuous.

My heart goes out to the man who does his work when the „boss” is away, as well as when he is at home. And the man who, when given a letter for Garcia, quietly takes the missive, without asking any idiotic questions, and with no lurking intention of chucking it into the nearest sewer, or of doing aught else but deliver it, never gets „laid off,” nor has to go on a strike for higher wages. Civilization is one long, anxious search for just such individuals. Anything such a man asks will be granted. He is wanted in every city, town and village—in every office, shop, store and factory. The world cries out for such: he is needed and needed badly—the man who can „Carry a Message to Garcia.”

Program Partnerski

Zapraszamy do udziału w Programie Partnerskim.

Program polega na tym, że za każdą transakcję na naszym sklepie z Twojego polecenia otrzymujesz prowizję. Nie trzeba mieć swojej strony, wystarczy wygenerować link i każda transakcja na naszym sklepie wejdzie na Twoje konto.

Jeżeli jesteś zainteresowana(y) to:
Zarejestruj się na stronie Programu Partnerskiego jako Wydawca, potwierdź e-mailem i jeszcze poczekaj kilka minut na kolejnego maila z hasłem. Tu rejestracja.
Zaloguj się, przejdź do Programy/Wszystkie i wpisz w wyszukiwarce „multiplaner” i Dołącz.
Zostaniesz naszym Wydawcą i wtedy wygeneruj link partnerski do dowolnej strony naszego sklepu i użyj go w mailu lub zamieść na swojej stronie.
To wystarczy żeby używać, polecać i zarabiać. Zapraszam.
Ogólnie jak to działa jest tutaj.

Za wdrożenie Programu odpowiedzialny jest członek naszego zespołu, Kornel, mail: kornel@multi-planer.com. tel. 665 351 157, który chętnie udzieli wszelkich informacji i pomoże we wdrożeniu.

Jak Basia używa Multiplaner

 

Basia za pomocą Multiplanera „ogarnia” firmę szkoleniową i swoje córeczki :)

 

 

Jak Kamila używa Multiplaner

Kamila pokazuje nam jak zaczęła się jej przygoda z planowaniem czasu, jak w tej przygodzie odnalazła multiplaner i w czym okazał się dla niej pomocny. Krótka historia kończy się ciekawym morałem.

 

Jak Kasia używa Multiplaner

Pani Katarzyna jest nauczycielem akademickim. Pracuje również w prywatnej firmie.
Jest mamą i gospodynią domową. Dodatkowo innowatorką, która bardzo ciekawie zmodyfikowała swój Multiplaner.

Oto co piszw p. Kasia:

Do zarządzania czasem i planowania przyszłych działań podchodzę bardzo poważnie. Łącząc pracę na dwóch etatach z obowiązkami i wydarzeniami domowymi okazało się to niezbędne.
Zajmuję się naukowo finansami przedsiębiorstw i rachunkowością, ale jestem też praktykiem – menedżerem finansowym w średniej firmie. Interesuję się też nauką o zarządzaniu czasem.
Od lat, z nie najlepszym skutkiem poszukiwałam ciekawego i skutecznego zarazem rozwiązania problemu połączenia kalendarza książkowego z typowymi funkcjami planera. Wydaje mi się, że z multiplanerem zbliżyłam się mocno do celu tych poszukiwań.

Jak Daniel używa swój Multiplaner

„Daniel pracuje w Anglii. Razem z żoną prowadzi również firmę. Nagrał dla nas filmik o tym, jak usprawnił swój Multiplaner.
PS: Ma też kilka słów dla osób, które narzekają na chroniczny brak czasu.
Zapraszamy!”

Jak Damian używa Multiplaner

Damian opowiada o objętości Multiplanera vs. zwykły kalendarz.